Nekla - osp.nekla.eu

historia-2.jpg f4f3edd6700da122f7681e10358f6e9e
Wspomnienia córki
2012-03-21 Artur Kaczmarski
Powrót
Drukuj
Pdf
Wyraź
opinię

 Ocalony

Mam dwadzieścia cztery lata

Ocalałem

Prowadzony na rzeź.

To są nazwy puste i jednoznaczne:

Człowiek i zwierzę

Miłość i nienawiść

Wróg i przyjaciel

Ciemność i światłość

Człowieka tak się zabija jak zwierzę

Widziałem:

Furgony porąbanych ludzi

Którzy nie zostaną zbawieni.

Pojęcia są tylko wyrazami:

Cnota i występek

Prawda i kłamstwo

Piękno i brzydota

Męstwo i tchórzostwo

Szukam nauczyciela i mistrza

Niech przywróci mi wzrok, słuch i mowę

Niech jeszcze raz nazwie rzeczy i pojęcia.

Mam dwadzieścia cztery lata

Ocalałem

Prowadzony na rzeź.

               Tadeusz Różewicz

 

 Wspomnienia Córki Skazańca…

O serca ludzkie! O ludzka pamięci, o biedne słabe istotki.

Cierpi, kto ma lepszą pamięć, kto gorętsze ma serce niż wszyscy,

Lecz któż przeciw ogólnemu prawu co podoła? Zapomnienie jak pleść pokrywa ,

Cokolwiek się osamotniło’’

                                               Józef Ignacy Kraszewski

Wojna nie powinna wdzierać się w dziecięce życie, bo pozostawia ślady, które nigdy nie zostaną zatarte. Moje wspomnienia wojenne związane są przede wszystkim z pamięcią o śmierci Ojca – Wincentego Domagały, który przed wojną był organistą w Opatówku. Jestem jak drzewo okaleczone Jeszcze teraz, w jesieni życia, liście tego drzewa błądzą po dawnych drogach… od Zasutowa po Małą Górkę. Ta droga jest najbardziej zakodowana w mojej pamięci…

P tej drodze wielokrotnie biegałam, gdy miałam 12 lat – w maju 1941 r.

15 maja rozeszła się wiadomość, że w nocy spalił się budynek gospodarstwa w Małej Górce u Niemca ,, po Majchrzakach’’. Nazwiska nowych osiedleńców niemieckich nikt nie pamiętał od razu – mówiono o nich ten ,,po Majchrzakach’’, ,, ten po Kaczmarkach, Kierkowskich itd. ,,W związku z tym czwartkowym pożarem zostało aresztowanych wielu mężczyzn z Małej Górki i okolic. Pamiętam dokładnie, że w niedzielę 18 maja, kiedy zbliżało się południe i wróciliśmy z kościoła w Opatówku, został aresztowany mój ojciec. Przyszło po niego dwóch Niemców : ,,zielony’’ i ,,czarny’’.

Zatrzymanych zawieziono do Wrześni, a potem do Poznania. W środę macocha wybrała się do Małej Górki. Przyniosła złe wiadomości: chłopki kopią dół między tym Niemcem po Majchrzaku, a tym po Kaczmarku. Aresztowanych mają przywieść i pozabijać  za ten ogień, co był w zeszłym tygodniu u Niemca. Czy to jest możliwe?

Jest czwartek, 22 maja 1941 roku. Skoro świt obudził się.  Postanowiłam tam pójść. Może będę widziała Ojca ?Poszłam bez jedzenia, boso, w drewnianych pantofelkach i fartuszku. Była godzina 700 lub 730 . droga była pusta…

Zaszłam do rodziny p. Wojciechowskich i zapytałam się starszej gospodyni, czy to prawda, że będą zabijani. Pani Wojciechowska potwierdziła wiadomości i poleciła, żebym pobiegła po mamusię. Podobno będzie można się pożegnać ze skazanymi. Pobiegłam do Zasutowa, ale macoch nie chciała iść. Razem z bratem wracałam – biegliśmy do Opatówka, a potem szliśmy coraz wolniej i niepewnie do Małej Górki. Gdzieś daleko od strony wsi  słychać było śpiew w niemieckim języku. Pyzatym od strony Podstolic przez łąki i pola na przełaj szła zgraja umundurowanych Niemców: ‘’ żółtych’’ – SA, ‘’ czarnych’’ SS i ‘’ czarno – żółtych’’ NSKK. Mijają nas grupy ludzi na rowerach, ktoś śpieszył motocyklem… Z daleka widać było wielu ludzi.   

Z tyłu nadjechały dwa samochody ciężarowe i wyprzedziły nas. Jada wolno, bo to droga polna, pełno dziur… Silnik tak wył, stękał, jakby to jęki serc był… Z tyłu siedzą żołnierze twarzą do nas zwróceni. Aż pięciu siedzi tak ciasno jeden przy drugim.

Skręcili już w lewo do wsi. Jeden pojechał , drugi zaraz za zakrętem staną. Zepsuł się. Przyśpieszyliśmy kroku. Widzimy, że z tej ciężarówki wychodzą wojskowi i cywile. Ojca miedzy nimi nie ma. Wszyscy tacy jednakowi – włosów nie mają. Niemcy ustawili ich i pomaszerowali  do wsi. Samochód dogonił ich, kiedy dochodzili do zabudowań. My zbliżyliśmy się do rowu, który przepływał poprzek i tu się zatrzymaliśmy.

- O Jezu, Jezu, żeby Go tylko nie bolało. Panie Boże, ratuj go! – krzyczę i po paru sekundach była pierwsza salwa. Krzyczymy:

- Tatuś nie żyje, Tatuś nie żyje!

Myślałam w pierwszej chwili, że to już koniec strzelania, bo skąd mogłam wiedzieć, ilu ich tam jest? Patrzyłam w tamtym kierunku, jacyś ludzie pochylali się, jakby klękali. Co tam się dzieje? Za chwilę druga salwa z karabinów. Znów krzyczę, latamy w kółko… Ludzie znów się pochylają… I już jest trzecia salwa, czwarta i piąta. Krzyczę to samo…

Zrobiło się cicho.

            Cofnęliśmy się z bratem do głównej drogi i biegliśmy do wsi. Przystanęliśmy przy zagrodzie p. Wojciechowskiej, bo tam stały przy furtce płaczące kobiety. Za chwile idą p. Kurpik, Wojtkowiak i Wojciechowski. Serce mi zabiło żywo – to nie ich przywieźli na zabicie… Pan Wojciechowski idzie pierwszy, ręce trzyma daleko od siebie – tak jakoś sztywno, całe zakrwawione. Pytam: - Panie Wojciechowski, a gdzie Tatuś?

- Organista? Nie wiem, Nie wiem.

- Organista przecież nie żyje, co ty mówisz, przecież wiesz… - powiedział pan Kurpik.

Każdy z nich miał swoją radość, weszli do domu. My zostaliśmy sami na drodze…

- Pojedziemy do domu – mówi cicho. Szliśmy powoli tą samą drogą, którą przyszliśmy

- Złączyłam palce obu rąk i tak tę ręce trzymałam na głowie. Nie wiem dlaczego, ale czułam, że ja tę ręce muszę mieć na głowie…  

Powrót
Drukuj
Pdf
Wyraź
opinię
100 lat_230.jpg 6ffff712a9489ffb4cd851b28e4f011b