Nekla - osp.nekla.eu

historia-2.jpg a2cb3402693c797eeddfbdf2a474a356
Wspomnienia związane ze śmiercią naszego Ojca, Jana Majchrzaka (miałam wtedy 6, a siostra Gabriela 3 lata)
2012-03-21 Artur Kaczmarski
Powrót
Drukuj
Pdf
Wyraź
opinię

Było to 21 maja 1941r. po południu.

Z Poznania nadjeżdżał mój Ojciec. Wracał z ówczesnym (okupacyjnym) właścicielem Młyna Parowego w Mosinie –  gestapowcem Starkiem.

Prawowity właściciel, u którego Ojciec pracował przed wybuchem wojny, Jan Frąckowiak został rozstrzelany w Mosinie 20 października 1939 r. w grupie 15 Obywateli Mosiny.

Jechali dziwnym, trójkołowym samochodem, którego już później nie zauważałam. Za kierownicą Ojciec - uśmiechnięty na nasz widok. Podniósł rękę w geście znaczącym, że nas widzi. Dyscyplina służbowa i towarzystwo pracodawcy nie pozwalało mu pewnie na zatrzymanie się i zabrania na "przejażdżkę".

Szłyśmy wraz z moją siostrą oraz jedną z licznych kuzynek ze strony Mamy do Cioci, gdyż nazajutrz były imieniny najmilszej z kuzynek - Heleny.

Wróciłyśmy do domu - przypuszczam, że ok. godz. 18-tej. Mieszkaliśmy wówczas przy ulicy Strzeleckiej u p. Walorczyków - zmuszeni opuścić we wrześniu 1939 r. mieszkanie służbowe Ojca, usytuowane na II piętrze budynku należącego również do Jana Frąckowiaka - przy ul. Kolejowej 5.

W mieszkaniu zastałyśmy nietypową sytuację. Zapłakana Mama przygotowywała posiłek. Stała przy kaflowym piecu kuchennym i płakała. Po kuchni chodził Tato, widać było, że przed chwilą zakończył golenie i mycie się, odświeżony, uśmiechnięty. Pamiętam zawsze pogodną twarz ojca. Spokojny, ubierał świąteczny, ciemny garnitur. Przytulił Mamę i nas obie bardzo czule objął, jak zwykle, obie równocześnie. Mamę prosił by się uspokoiła, gdyż to co się dzieje jest na pewno zwykłą pomyłką, która jak przypuszczał, wyjaśni się jak tylko będzie mógł osobiście wytłumaczyć wszystko w żandarmerii. Mówił coś o pożarze, ogniu, nie pamiętam dokładnie, ale tym bardziej potwierdzało to przekonanie Ojca o oczywistej pomyłce. Mamę jeszcze raz ucałował, nas obie podniósł i mocno przytulił. Wyszedł. Poszłyśmy wszystkie do sypialni, gdyż jej okna wychodziły na ulicę. Chciałyśmy Go jeszcze pożegnać.

          Był maj. Drzewa czereśni i wiśni rosnące po obu stronach ulicy Strzeleckiej były obficie pokryte kwiatami. Przy końcu ulicy, przy skrzyżowaniu z ulicą Leszczyńską dopiero się odwrócił (szedł w towarzystwie żandarma), szeroko uśmiechnął, żeby nas pocieszyć i gestem ręki się z nami pożegnał. Był to ostatni i bardzo dokładnie wryty w moją pamięć, obraz Taty w majowej scenerii.

 

Rzeczywistość nie była tak romantyczna. Nazajutrz, o czym długo nie wiedziałyśmy, o godz. 10 - tej Mama stała się wdową, a my półsierotami. Miała wtedy 38 lat, , ja 6 a siostra 3 latka.

          O śmierci Ojca i Męża dowiedziałyśmy się znacznie później od wujka Piotra Majchrzaka, cudem ocalałego. Był to list przekazany potajemnie przez nieznaną osobę. Wujek, brat Ojca, naoczny świadek śmierci swych dwóch braci: Franciszka i Jana, w enigmatycznej formie zawiadomił Mamę , że „Janek w samo Wniebowstąpienie - Bogu ducha oddał”.

         O bliższych okolicznościach śmierci dowiedziałyśmy się dopiero w 1945 roku po powrocie Babci i Dziadka Majchrzaków z rodziną z Janowic koło Cycowa w woj. lubelskim, dokąd ich wysiedlono na początku okupacji niemieckiej.

Okazało się wówczas , że Ojciec i wujek Franek z 23 pozostałymi zakładnikami zostali 22 maja 1941 roku , a więc nazajutrz po naszym pożegnaniu, rozstrzelani w Małej Górce przy ścianie budynku gospodarczego, stojącego na podwórzu gospodarstwa rolnego swoich rodziców. W tym to gospodarstwie się urodzili i bez najmniejszej winy zostali rozstrzelani. W chwili śmierci Tatuś miał 39lat.

 Zofia Brzozowska,
córka Jana Majchrzaka

 

P.s.

W mojej pamięci zachowałam 21 maja jako dzień aresztowania. Z danych, które usłyszałam na ostatniej uroczystości, wynika, że było to 19 maja. Pewnie tak było jak wie historia.

Słyszałam jeszcze z opowiadań Mamy, że rozkaz rozstrzelania ojca podpisał Greiser (n.b. rezydujący podczas okupacji obok Mosiny w obecnych Jeziorach nad Jeziorem Góreckim w Wielkopolskim Parku Narodowym). Podobno też naszego Ojca po aresztowaniu przewieziono do Domu Żołnierza w Poznaniu. W mojej i Mamy pamięci układało się to w logiczną całość. Ciekawi mnie czy i gdzie takie dane można zweryfikować?

W okolicznych lasach Mosiny (w kierunku Śremu i Środy) znajduje się wiele grobów nieznanych ofiar z czasów okupacji hitlerowskiej. Ufam, że w jednym z tych grobów spoczywa nasz Ojciec.

Opracowanie redakcyjne: Jerzy Osypiuk

Powrót
Drukuj
Pdf
Wyraź
opinię
100 lat_230.jpg 7eb20d9f1d73428f66f03eee02eea9fe